Strzeżcie się dobrych rad

Czyli czemu nie warto słuchać treserów dzieci.

Nadal ją karmisz?
Niech się wypłacze!
Psujesz go!
Za dużo ją nosisz!
On tobą rządzi!
Wprowadź rutynę!
Będziesz tego żałować, nigdy nie wyniesie się z waszego łóżka!

Brzmi znajomo?
Zatem koniecznie przeczytaj ten artykuł.

Takie słowa często padają z ust samozwańczych ekspertów ds. wychowywania dzieci - na potrzeby tego artykułu, nazwijmy ich treserami. Szczególnie często można ich spotkać przy okazji uroczystości rodzinnych. Ale nie tylko - niektórzy piszą poradniki i udzielają się w mediach, ba… zdarzają się też wśród nich, na szczęście coraz rzadziej, psychologowie i pediatrzy. Ich podejście do rodzicielstwa niepokojąco przypomina tresurę. Najważniejsze dla nich jest, by dziecko stosownie utemperować i wpasować w życie rodziców, nie zaś, by ukształtować szczęśliwego człowieka, który potrafi z powodzeniem realizować swój potencjał i garściami czerpać z życia.


Dla tego rodzaju doradców dziecięcy płacz to nic innego jak irytujący niewygodny zwyczaj, z którym jak najszybciej trzeba się rozprawić. Dla nich nie ma wartości komunikacyjnej, w przeciwieństwie do tego, jak widzą go rodzice ceniący bliskość.


Niektórzy z łatwością ignorują niechciane rady, inni – szczególnie debiutujący w nowej roli matki i ojcowie – w chwili słabości, często wahają się, nie wiedząc, kto ma rację: ta pewna siebie sąsiadka z naprzeciwka, która przecież wychowała już trzech synów, czy cichutki, niepewny, ale płynący z serca, głos intuicji.


Jeśli miewasz chwile zwątpienia, kiedy wydaje Ci się, że Rodzicielstwo Bliskości jest zbyt absorbujące, wymagające, że się zamęczasz, a dziecku wyrządzasz krzywdę – zatrzymaj się. Weź głęboki oddech. Uświadom sobie, że każdy rodzic przeżywa to, co Ty. Każdy powątpiewa, każdemu czasami brak cierpliwości, każdy miewa poczucie niekompetencji i bezsilności. A potem… posłuchaj swojego serca. Zapewne doradzi Ci to samo, co milionom matek i ojców na przestrzeni dziejów: przytul, ukołysz, bądź blisko. Takie właśnie jest Rodzicielstwo Bliskości. Kiedy je poznasz, kiedy dowiesz się, że to, co podpowiada Ci ten cichutki wewnętrzny głos, mówią także naukowcy z najznamienitszych światowych uczelni, że tak właśnie wychowywano dzieci od zarania świata, odnajdziesz się w tej nowej, jakże ważnej roli.


Dlaczego tresura się nie sprawdza
Po pierwsze jest wbrew biologii, szczególnie tej kierującej matką karmiącą. Ponieważ niemowlę zostało przez naturę zaprogramowane na karmienie piersią, sposób działania mechanizmu laktacji wiele mówi nam o tym, jak zaspokoić potrzeby oseska. Towarzyszące karmieniu piersią hormony – prolaktyna i oksytocyna – są wydzielane przez organizm matki, kiedy dziecko ssie. Ich poziom jednak bardzo szybko spada, często w ciągu kilku minut, częste karmienie jest więc niezbędne, by go utrzymać. Podawanie piersi według narzuconego schematu zaburza ten proces. Fakt, że ludzkie mleko jest trawione bardzo szybko, to kolejna wskazówka biologiczna, która mówi, że matka i dziecko powinni być blisko. Jeśli stracisz rytm i przestaniesz być wrażliwa na sygnały Twojego maleństwa, szybko okaże się, że faktycznie schemat jest pomocny, a inni wiedzą lepiej, czego potrzebuje Twój niemowlak.


Im częściej matka reaguje na sygnały wysyłane przez dziecko i jej własny organizm, tym szybciej nabiera zaufania do siebie i zaczyna wierzyć we własne siły. Rodzicielstwo Bliskości wskazuje drogę – mówi, jak uwierzyć w swą wewnętrzną mądrość, zapisaną w genach mądrość matki, jak usłyszeć głos intuicji, która od tysięcy lat kierowała kobietami. Tresura natomiast całkowicie pomija złożony system, jaki rodzice tworzą ze swoimi dziećmi i zaleca ślepe posłuszeństwo poradnikom bądź cudzym radom oraz kierowanie się przyjętym z góry schematem, nie zaś sygnałami płynącymi od dziecka. Tresurę charakteryzuje brak wrażliwości – jeśli zagubiona młoda mama uwierzy w jej założenia, może utracić kontakt z dzieckiem i samą sobą.


Po drugie, zdrowy rozsądek nakazuje odrzucić zalecenia treserów. Ciekawe, że w tradycyjnych społecznościach, w których nie ma dziecięcych mebelków, mleka modyfikowanego ani poradników dla rodziców, nie ma też takich słów jak „rozpieszczanie”, czy „psucie” dziecka. Kiedy tamtejszym kobietom tłumaczy się znaczenie tych terminów, patrzą ze zdziwieniem, a potem mówią, że to nie ma sensu. Sens ma reagowanie na potrzeby dzieci. Kiedy matka i dziecko mogą swobodnie się sobą cieszyć, wszyscy dokoła są zadowoleni.

A może jednak tresowanie dzieci ma sens?
„Ale to działa!” – bronią swoich metod treserzy. Czy aby na pewno? To zależy, co rozumiemy przez „działa”. Jeśli będziemy ignorować płaczące niemowlę, w końcu przestanie domagać się naszej uwagi. Jeśli nie będziemy reagować na sygnały, zrezygnuje z prób komunikacji. Nie ma co kombinować – tak jest i już. Czego jednak dziecko się w ten sposób naprawdę uczy? Tego, że jego komunikaty nie mają żadnego wpływu na rodziców. Są bezwartościowe, więc ono samo też jest bezwartościowe. Przecież nikt go nie słucha. Jak dziecko poradzi sobie z tą sytuacją? To zależy od jego charakteru. Jeśli jest energiczne z natury, będzie nerwowe, będzie przy każdej okazji lgnąć do rodziców, będzie się starać ich kontrolować. Dziecko o łagodniejszym usposobieniu, podda się – stanie się spokojne i bezproblemowe, będzie trwać w cichej desperacji. Tak czy inaczej, będzie nieufne, zamknięte w sobie, oddzielone od swoich uczuć. Nie będzie się tak wspaniale rozwijać, jakby mogło, mając troskliwych rodziców, otwartych na jego potrzeby. Nie wykorzysta wrodzonego potencjału.


Ucierpią też rodzice, którzy posłuchają nietrafionych rad – nie poczują się spełnieni w nowej roli. Spełniony rodzic zna swoje dziecko, jest wrażliwy na jego sygnały, przewiduje jego potrzeby i stosownie reaguje. W efekcie cieszy się swoim rodzicielstwem. Słuchając błędnych podpowiedzi, traci zdolność odczytywania uczuć swego dziecka, traci wiarę w siebie, nie czuje się kompetentny.
 

Czemu tresowanie dzieci cieszy się taką popularnością?
Bo obiecuje, że życie z dzieckiem, które udało się wpasować w plan dnia zagonionych rodziców będzie łatwiejsze.
Bo młodzi rodzice często nie mieli wcześniej styczności z niemowlętami i czują się zagubieni. Łatwiej więc wierzą poradnikom mówiącym co, jak i kiedy robić przy dziecku krok po kroku, niż Rodzicielstwu Bliskości, którego podstawowe przesłanie brzmi: „Zaufaj swemu instynktowi!”.
Bo priorytetem jest dobro rodzica. A ten słysząc zewsząd, że dziecko nie może rządzić, mylnie bierze Rodzicielstwo Bliskości za styl opieki wymagający ogromnego poświęcenia i rezygnacji z siebie. Tymczasem nie na tym rzecz polega, by wybierać między dobrem dziecka a rodzica. Życie rodzinne to nie konkurs, w którym ktoś ma wygrać, a ktoś przegrać. Odnajdźmy równowagę i harmonię, a zwyciężą wszyscy.


Jak radzić sobie z krytyką?
To normalne, że będąc świeżo upieczonym rodzicem, masz mnóstwo wątpliwości i zastanawiasz się, czy postępujesz właściwie, szczególnie, jeśli zdecydowałeś się wychowywać swoje dziecko inaczej niż większość osób w Twoim otoczeniu. Dlatego podpowiadamy, co robić, by zyskać pewność siebie w nowej roli oraz jak radzić sobie z niechcianymi radami:
- Otaczaj się rodzicami, wychowującymi dzieci w duchu Rodzicielstwa Bliskości.
- Nie narażaj się na krytykę – szukając rady i wsparcia, dobrze zastanów się, z kim chcesz podzielić się swoimi obawami. Szukaj osób o zbliżonych zapatrywaniach, których dzieci mają podobne usposobienie do Twojej pociechy.
- Wybierz pediatrę, który popiera Rodzicielstwo Bliskości.
- Puszczaj mimo uszu niechciane rady. Jeśli jednak słyszysz je z ust kogoś ważnego dla Ciebie, na przykład mamy czy teściowej, pamiętaj, że mogą czuć się nieswojo, gdyż odrzucając ich styl wychowawczy, poddajesz w wątpliwość decyzje, które podjęły kiedyś dla dobra swoich dzieci. One też chciały jak najlepiej i działały w oparciu o najlepsze ich zdaniem dostępne informacje.
- Dbaj o swój dobry nastrój. Jeśli ludzie będą widzieć bijące od Ciebie i Twojego dziecka zadowolenie, dłużej się zastanowią, zanim poddadzą w wątpliwość zasady, jakimi się kierujesz. Zwykłe: „w moim przypadku to się sprawdza”, często pozostawia krytyków bez argumentów.
- Nie zapominaj o uśmiechu. Humor z reguły pomaga. Kiedy ktoś mówi: „Co? Jeszcze go karmisz?”, powiedz na przykład: „Tak, ale jestem pewna, że z tym skończymy, zanim pójdzie na studia”.
- Użyj pediatry jako kozła ofiarnego. Kiedy teściowa jest zszokowana, że śpicie razem z dzieckiem, powiedz: „Mój pediatra mi to zalecił”. Nawet jeśli nie usłyszałeś nic takiego podczas ostatniej wizyty kontrolnej, zawsze możesz pomyśleć o doktorze Williamie Searsie, przecież też jest „Twoim pediatrą”.


Z reguły jednak najlepszym propagatorem Rodzicielstwa Bliskości będzie Twoje dziecko. Kiedy oponenci zobaczą, że przez większość czasu jest zdrowe i szczęśliwe, będą musieli przyznać, że podejmujesz słuszne decyzje. Niech poczekają, aż Twoje dziecko dorośnie – wtedy dopiero zrobi na nich wrażenie!


Na koniec kilka spostrzeżeń na temat Rodzicielstwa Bliskości:
Noś dziecko, kiedy jest małe, a pewniej stanie na ziemi, kiedy będzie starsze.
Słuchaj dziecka, kiedy jest małe, a ono będzie słuchało Ciebie, kiedy podrośnie.
Możesz poświęcić więcej czasu swojemu dziecku na początku dzieciństwa bądź pod koniec – wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj, że wyćwiczone, wygodne w obsłudze niemowlę z dużym prawdopodobieństwem zostanie zbuntowanym, stwarzającym problemy nastolatkiem.

 

Na podstawie książki „The Attachment Parenting Book. A Commonsense Guide to Understanding and Nurturing Your Baby”

Tłumaczenie i opracowanie: Anna Sieroń