Akceptacja uczuć dziecka

Byłam wspaniałą matką, zanim jeszcze miałam własne dzieci. Doskonale wówczas wiedziałam, dlaczego inni mają z nimi problemy. Później zostałam matką trojga urwisów. Życie z dziećmi uczy pokory. Każdego ranka mówiłam: „Dzisiaj będzie inaczej" i każdego ranka powtarzało się to samo co przedtem. „Jej dałaś więcej niż mnie". „To różowy kubek. Ja chcę niebieski." „Ta owsianka przyprawia o mdłości." „On mnie uderzył." „Ja nawet go nie dotknąłem." „Chcę iść do mojego pokoju. Nie będziesz mną rządzić." Wkrótce poczułam się wykończona. I chociaż było to ostatnią rzeczą, jaka mogłaby mi się przyśnić, wzięłam udział w spotkaniu grupy rodziców. Odbyło się ono w miejscowym centrum poradnictwa do spraw dzieci, a prowadził je młody psycholog, dr Haim Ginott.
Spotkanie było intrygujące. Tematem były „dziecięce uczucia" i dwie godziny przemknęły szybko. Wróciłam do domu z głową pełną nowych myśli. Notatnik zapisałam chaotycznymi zdaniami:

Prosta zależność pomiędzy dziecięcymi uczuciami i ich zachowaniem.
Kiedy dzieci czują się dobrze, dobrze się zachowują.
Jak pomóc im, aby czuły się dobrze?
Zaakceptować ich uczucia!
Problem - rodzice zwykle nie akceptują odczuć swoich dzieci, na przykład:
„Na pewno nic ci nie jest."
„Mówisz tak, bo jesteś zmęczony."
„Nie ma powodu, aby się tak niepokoić."


Zdecydowane zaprzeczanie odczuciom dziecka wprawia je w zakłopotanie i doprowadza do wściekłości. Taka postawa powoduje również, że dziecko nie potrafi prawidłowo ocenić swoich uczuć - nie wierzy im. Po prelekcji myślałam: „Może inni rodzice tak postępują, ja nie." Jednak zaczęłam zwracać uwagę na swoje odpowiedzi. A oto przykłady konwersacji z mojego domu, tylko z jednego dnia.


DZIECKO: Mamo, jestem zmęczona.
JA: Nie jesteś zmęczona tylko zaspana.
DZIECKO: (głośniej) Ale ja jestem zmęczona.
JA: Nie jesteś. Jesteś tylko trochę senna. Ubieramy się.

DZIECKO: (płacząc) Nie, ja jestem zmęczona.


DZIECKO: Mamo, tutaj jest gorąco.
JA: Jest zimno. Nie zdejmuj swetra.
DZIECKO: Ale mnie jest gorąco.
JA: Powiedziałam, nie zdejmuj swetra.
DZIECKO: Mnie jest gorąco.


DZIECKO: Ten program telewizyjny był nudny.
JA: Nie, był bardzo interesujący.
DZIECKO: Był głupi.
JA: Był pouczający.
DZIECKO: Był do kitu.
JA: Nie wyrażaj się tak!


Otó i to! Nasza rozmowa obracała się w kółko. Nie tylko nie zdołałam wyjaśnić, o co mi chodzi, ale równie uporczywie nie pozwalałam dziecku na wyrażenie jego spostrzeżeń, a w zamian starałam się przeforsować własne zdanie.
Skoro tylko uświadomiłam to sobie, postanowiłam się zmienić. Nie byłam jednak pewna, jak się do tego zabrać. W rezultacie najbardziej pomogło mi to, że wczułam się w sytuację dziecka. „Załóżmy -pomyślałam - że jestem zmęczonym, rozbawionym lub znudzonym dzieckiem, i przypuśćmy, że chcę,
aby wszystkie ważne dla mnie dorosłe osoby wiedziały, co czuję..."
Przez cały następny tydzień starałam się wczuwać w doznania moich dzieci. Kiedy mi się to udawało, odpowiednie słowa nasuwały się same. Nie dopasowałam się do żadnych wzorców. Rzeczywiście, byłam o tym przekonana, kiedy mówiłam: „Więc jesteś ciągle zmęczona, pomimo że dopiero się przebudziłaś", albo: „Mnie jest zimno, a tobie jest tutaj gorąco", lub: „Widzę, że nie zaciekawił cię zbytnio ten program". Dzięki temu byliśmy osobami posiadającymi dwa różne zdania i odczucia na ten temat. Żadne z nas ani nie miało racji, ani się nie myliło.
Od tego momentu mój nowy sposób postępowania okazał się bardzo pomocny. Zauważyłam znaczne zmniejszenie ilości sporów pomiędzy mną a dziećmi.

Pewnego dnia moja córka zakomunikowała mi: „Nienawidzę babci" (mówiła o mojej matce). Nie wahałam się ani chwili: „To straszne, co mówisz", i dodałam oschle: „Wiesz, że tak nie myślisz. Nie chcę już nigdy więcej słyszeć czegoś takiego z twoich ust". Ta nagła reakcja nauczyła mnie czegoś jeszcze o sobie samej. Potrafię zaakceptować większość odczuć moich dzieci, ale niech tylko jedno z nich powie mi coś, co wprawi mnie w złość, lub obudzi mój sprzeciw, natychmiast powracam do starego sposobu reagowania. (...)

Adele Faber, Elaine Mazlish: Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły., Media Rodzina, 2001, s.13-15

 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

This is a captcha-picture. It is used to prevent mass-access by robots. (see: www.captcha.net)
Przepisz kod z obrazka:
Twoje imię:
Komentarz: